Blog > Komentarze do wpisu
Dzień 2
Maszerowałem niespiesznie, bo w zasadzie nigdzie mi się nie spieszyło. Skalisty krajobraz, przetykany łachami żwiru i pyłu skąpany był w jasnym zielonym świetle, zielonej gwiazdy chylącej się ku zachodowi, za moimi plecami.
Przede mną zaś, ciemnymi i jasnymi odcieniami zieleni aż po horyzont malowały się na bladozielonym,  momentami nawet niebieskawym, niebie rozległe stratocumulusy, równie niespiesznie przesuwające się na południowy wschód. 
Piękny i niesamowity widok.
Przez kilka miesięcy pracy badawczej na tej planecie przyzwyczaiłem się do niego ale chyba nigdy do końca. Wszystko skąpane w zieleni, jakby patrzyło się przez szkło butelki, ale jednak inaczej, bo przed oczyma nie było żadnego filtru, źródłem tego seledynowego światła było samo słońce i całe piękno zmagania tego jakże innego światła z cieniem w naturalnej otwartej przestrzeni, widziane oczyma przystosowanymi do światła białego uderzało z każdą zmianą pogody czy pory dnia.
Nocą większość różnic między tym niebem, a niebem na ziemi się zacierała, wprawdzie miało ono odcień bardzo ciemnej zieleni, tak dziwny, że trudno było by go porównać do czegokolwiek na ziemi ale był on tak delikatny i subtelny, że po wpatrywaniu się w zieleń całymi dniami zdawało się czarne i znajome. 
Do nocy zostało jeszcze trochę czasu, a ja powoli dochodziłem do pierwszej poważniejszej przeszkody. 
Kilka kilometrów dzieliło mnie od szerokiego na dwa kilometry płaskowyżu, którego krańce tworzyły kilkumetrowe pionowe skały, bardzo trudne do wspinaczki, szczególnie bez sprzętu. 
Wiedziałem, że cały płaskowyż jest poryty wąziutkimi, szerokim na zaledwie metr a miejscami nawet mniej kanionami, którymi teoretycznie dało by się przejść, pod warunkiem, że nie trafi się w ślepy zaułek.
Na zdjęciach satelitarnych płaskowyż wyglądał jak powierzchnia błotnistej kałuży, wysuszonej wielogodzinnym upałem. Na podstawie zdjęć mogłem spróbować znaleźć taki kanion, który prowadzi na drugą stronę, musiałem pamiętać jednak o tym, że zdjęcia te były zbyt mało dokładne, by mogły mnie uchronić przed zabrnięciem w wąskie gardło, którym nie będę się w stanie przecisnąć.
 

 
czwartek, 02 sierpnia 2012, cyril_troy

Polecane wpisy